Między Afryką i Karaibami…

Jestem misjonarzem w Prowincji Portoryko od 2000 roku. Moja przygoda misyjna na Karaibach rozpoczęła się 8 września. Tegoż dnia, przed 16 laty, ks. Jarosław Lawrenz i ja, wylądowaliśmy na lotnisku w stolicy Haiti Port-au-Prince. Czekali na nas dwaj bracia Haitańczycy z obrazem św. Wincentego a Paulo i byliśmy… u siebie.

Prowincja Portoryko składa się z trzech krajów o bardzo różnych poziomach ekonomicznych: biedne Haiti, stabilna Republika Dominikany i mimo poważnego kryzysu, w miarę bogate Portoryko. Te różnice, nie tylko ekonomiczne, ale również polityczno-kulturowe, stawiają nam poważne wyzwania i narażają nas na różnorakie kryzysy.
W Republice Dominikany i w Portoryko rozmawia się po hiszpańsku, w Haiti po francusku i używa się także języka “creol”.
Panu, który mnie powołał, dziękuję za ten karaibski rozdział w mojej służbie misyjnej. Od 16 lat “hulam” po Wielkich Antylach – jakże piękna i różnorodna jest praca w tej międzynarodowej prowincji.
Pracowałem wiele lat w formacji, najpierw w Haiti, później w Republice Dominikany i od dwóch lat “zgarniam” rozproszone owieczki w trzecim co do wielkości mieście wyspy. Oficjalna nazwa to Ponce, ale mieszkańcy mówią także “Perła południa”.
W tym mieście mamy dwie parafie: jedna pw. św. Wincentego a Paulo i druga, gdzie pracuję z moim dawnym seminarzystą z Haiti, pw. Matki Bożej od Cudownego Medalika. Mamy także liceum prywatne, w zakończonym roku szkolnym uczęszczało do naszej szkoły ponad 460 uczniów.
Największym naszym wyzwaniem duszpasterskim jest podtrzymywanie “tlącego się knotka”: proces zeświecczenia jest bardzo głęboki, niestabilność rodzin spowodowana emigracją do Stanów Zjednoczonych i rozwodami, burzy wiele inicjatyw duszpasterskich.
Także warto wspomnieć o fenomenie parafii “pozaterytorialnych”. Dziś jestem u was, w przyszłym tygodniu pojadę do innej parafii, na trzeci tydzień odwiedzamy babcię i pojedziemy do jej parafii, w kolejną niedzielę będziemy w parafii położonej najbliżej plaży etc.
Ta niestabilność wspólnot parafialnych jest wysoka, szczególnie w dużych miastach, gdzie wybór miejsc kultu jest duży.
Kolejną trudnością duszpasterską jest “styl karaibski”, tzn. nadmierne rozgadanie, życie w hałasie, niemożliwość skupienie. Jakże jest trudno niektórym grupom przeżywać w skupieniu Msze św.
Pragnę podkreślić również dobre strony tegoż stylu: radość, spontaniczność, zaangażowanie wielu laików w służbę parafii. Mamy trzech diakonów stałych i jesteśmy wdzięczni za ich oddaną służbę.
Istnieją także formy pobożności religijnej nieznane nam w Polsce. Wymienię trzy w kolejności roku liturgicznego. Naszej Mszy św. roratniej odpowiada tutaj forma “posadas”, czyli nowenna przed Bożym Narodzeniem. Zazwyczaj o 5.00 rano sprawuje się Mszę św. z dużą dozą porywających śpiewów, a po zakończeniu Eucharystii wierni wraz z kapłanem jadą do rodziny, która przyjmuje wspólnotę na mały koncert i śniadanie. Przy tej okazji mamy możliwość spotkania się z wiernymi “od wielkiego święta”.
Drugą formą są pielgrzymki do siedmiu kościołów w Wielki Piątek. Z całego Triduum Paschalnego, to właśnie ten dzień jest najbardziej ruchliwy. Całe rodziny, różnorodne grupy parafialne, w niektórych wypadkach z profesjonalnym nagłośnieniem i w asyście policji, pielgrzymują od wczesnych godzin porannych od kościoła do kościoła. Wielu z tych pielgrzymów już nie zobaczymy po południu na liturgicznej ceremonii Wielkiego Piątku, taka tradycja.
Trzecią formą ludowej pobożności, tylko w Portoryko, jest nabożeństwo majowe w formie… adoracji krzyża. Przez 9 dni, w drugiej połowie maja, wspólnoty parafialne gromadzą się w różnych miejscach parafii przed krzyżem z 9 “schodami”, które się dekoruje kwiatami i śpiewa się przez 9 dni pobożne pieśni na cześć Krzyża. Ta forma pobożności zrodziła się przed ponad dwustu laty, jako spontaniczna odpowiedź wiernego ludu na zagrożenie trzęsieniem ziemi w Portoryko. Także i po tej formie “majówki” jest poczęstunek.
Dziś wyspa Portoryko zmaga się z bardzo poważnym kryzysem ekonomicznym; gospodarka dotknięta recesją i emigracją, zwłaszcza ludzi młodych, do Stanów Zjednoczonych sprawia, że ta perła Karaibów gubi swój dawny blask. Kraj uzależniony od Stanów Zjednoczonych, mając status terytorium wolnego państwa zrzeszonego z USA, jest praktycznie nowoczesną kolonią. Ta zagmatwana sytuacja polityczno-prawna sprawia, że wielu Portorykańczyków, mając paszporty amerykańskie, opuszcza wyspę. Domów do wynajęcia, do sprzedania, przybywa z każdym miesiącem.
Po tym krótkim naszkicowaniu sytuacji duszpastersko-politycznej “mojej wyspy”, przeniosę się na krótko do Zairu, obecnej Republiki Konga, gdzie dotarłem z moim towarzyszem podroży, ks. Aleksandrem Bandura, 30 lat temu.
Oj, co to była za podróż, prawdziwy chrzest bojowy na rozpoczęcie mojej służby misyjnej! Bruksela, Moskwa, Kijów, Trypolis, Duala, Brazzaville, Kinszasa. Bardzo nieliczni przeszli ten “szlak bojowy”, choć mieli także paszporty polskie i podróż ponoć była tańsza Aerofłotem niż innymi liniami lotniczymi. No i dolecieliśmy do celu po całodobowej podroży. Dziś, kiedy słyszę użalania parafian nad moja “wielką podrożą” z Karaibów do Polski, przypominam sobie tamtą sprzed lat.
Czy może być piękniejszy znak Bożej Opatrzności, kiedy z jedną walizką – ks. Aleksander nie odzyskał swojej na lotnisku w Brazzaville – przyjeżdżamy taksówką na podwórko Sióstr Miłosierdzia (na lotnisku nikt nie czekał na nas) i słyszymy, że ktoś mówi po polsku! Ten “zbawiciel”, to ksiądz z diecezji tarnowskiej, który po zakończonej Mszy św., na progu kaplicy coś sobie mruczał po polsku.
Chrystusowi, który mnie powołał i tchnął we mnie niespokojnego ducha misyjnego, błogosławię w tym jubileuszowym roku. Jakże wielkie to były lata, wielkością otrzymanych darów Ducha Świętego, głównego Animatora misji!
Moim towarzyszom misyjnych zmagań dziękuję za ich obecność w moim kapłańskim życiu. Niech dobry Bóg Wam błogosławi w kapłańskiej pracy, a tych którzy już zakończyli misję na tej ziemi, niech przyjmie do swojej chwały.
W seminaryjnej kaplicy w stolicy Republiki Dominikany Santo Domingo, można przeczytać te słowa: Misjonarz, który nie wędruje, się męczy. To przypomnienie dla misyjnego weterana i zachęta dla młodych misjonarzy, by nie zapomnieć o słowach Chrystusa: „Idźcie na cały świat i nauczajcie wszystkie narody…”.
Proszę serdecznie wszystkich czytelników mojego karaibskiego “bileciku”, by czytając go, pomodlili się w mojej intencji. To dzięki temu darowi i nieskończonemu miłosierdziu Pana, mogę cieszyć się moją misyjną trzydziestką. Szczęść Boże, w łączności modlitewnej.

Ks. Stanislaw Szczepanik CM

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *