Misjonarz z Czerwonej Wyspy

Ks. Marek Maszkowski urodził się w Niemodlinie (diecezja opolska) 12 kwietnia 1959 r. w rodzinie o tradycjach rolniczych. W tym mieście w siódmym roku życia rozpoczął edukację w szkole podstawowej i został ministrantem, w służbie liturgicznej uczestniczył czynnie do momentu rozpoczęcia studiów.
W 1971 r. wraz całą rodziną przeprowadził się do Brzegu, gdzie ukończył szkołę podstawową i rozpoczął naukę w brzeskim liceum ogólnokształcącym. Po zdaniu egzaminu dojrzałości w 1978 r. wstąpił do Seminarium Duchownego we Wrocławiu i tam przez dwa lata studiował nauki filozoficzne. Następnie swoją naukę od 1980 r. kontynuował w Instytucie Teologicznym Księży Misjonarzy w Krakowie. W 1984 r. uzyskał tytuł magistra. Kilka miesięcy później, 25 kwietnia 1984 r. przyjął świecenia kapłańskie z rąk ks. biskupa Tadeusza Gocłowskiego CM. Pierwsze lata pracy misjonarskiej spędził na placówce misyjnej w Trzcielu (1984-1987). Po tym okresie ks. Marek wyraził pragnienie pracy misyjnej na Madagaskarze, dokąd udał się po rocznym przygotowaniu w Paryżu (1987-1988). Tsivory przez pięć lat była jego pierwszą placówka misjonarską, następnie była Ramanafana – również pięć lat – i Manantenina – trzynaście lat. Od października 2012 r. był proboszczem w Ankarana w diecezji Farafangana (południowo-wschodni Madagaskar). Na Czerwonej Wyspie pracował w latach 1988-2016, z roczną przerwą w okresie 1993-1994. Wówczas udzielał się na placówce duszpasterskiej w Starożyńcu na Ukrainie .
Ks. Marek na co dzień odznaczał się skromnością i pokorą. W pracy dla Kościoła brał czynny udział. Do każdego odnosił się z szacunkiem. Okazywał zmysł dobra Kościoła i szacunek do Zgromadzenia. Jego gorliwość i zapał misyjny ożywiały jego działalność misyjną, która przynosiła dobre owoce.

Z korespondencji do wizytatora polskiej prowincji z 1993 r. dowiadujemy się, że na misji pracował z oddaniem i że wszyscy byli zadowoleni z jego działalności. Pisząc do nas listy często wspominał, że większość Malgaszy nie przywiązywała większej wagi do urządzenia się w życiu, zdobycia majątku czy bogactwa. Według ich wierzeń, prawdziwe życie rozpoczyna się dopiero po śmierci. Był zawsze zatroskany o ich los i życie prowadząc katechezę i sprawując sakramenty. Głosząc rekolekcje dla kleryków mawiał, że misje uwrażliwiają na ubóstwo i potrzeby człowieka. Wyzwalają z egoizmu i życiowego wygodnictwa. Nie wahał się prosić o częstą modlitwę i ofiarowanie cierpienia, aby wspierać pracę jego i pozostałych konfratrów. Jak każdy misjonarz zabiegał o środki materialne na swoją działalność. Na sercu leżało mu budowanie szkół i kaplic, utrzymanie internatu dla młodzieży z buszu, formacje katechetów i nauczycieli, pomoc chorym oraz dotkniętym przez klęski żywiołowe: cyklony, susze, powodzie, szarańcze, epidemie, a także na zakup paliwa, naprawy pojazdów.

Praca na misjach to była jego codzienność. Spalał się w ogniu miłości do bliźniego. W 2015 r. Ankarana, gdzie pracował ks. Marek, przeszła wielki dramat. Ponad 400 dzieci i niemowląt zmarło. Najprawdopodobniej przyczyną stał się nowy wirus malarii. Dwa cyklony, w styczniu i marcu, zniszczyły uprawy ryżu i manioku. Ludność z ogromną determinacją trzykrotnie próbowała coś posadzić. Problemem na co dzień były kradzieże bydła czy okradanie małych sklepików w buszu. Ludzie zostawali bez środków do życia. Pomimo tych przeciwności losu ks. Marek miał już program na kolejny rok. Oprócz dotychczasowej pracy duszpasterskiej planował budowę murowanych kościołów w miejscowościach Firanga i Ambalavao. Niestety, ceny materiałów budowlanych na Madagaskarze były co najmniej dwukrotnie wyższe niż w Polsce. Jedynie praca murarzy i stolarzy była tańsza – dniówka wykwalifikowanego pracownika to ok. 10 zł. Dlatego też wiele podstawowych prac wierni wykonywali sami. Transport materiałów budowlanych, zwłaszcza piasku, kamienia, wody i cementu spoczywał na ich barkach. Misjonarz opowiadał, że w każdej wiosce jest czarownik i to on ma decydujące zdanie w swojej społeczności. Jego zaklęcia, szepty, dymy, zioła mogą pomóc, ale mogą też zabić. Dlatego miejscowa ludność pomimo przyjęcia chrztu, przystępowania do sakramentów, udziału we Mszy św. nie potrafiła przełamać tabu, jakie panuje, np. przy ceremonii pogrzebu. Do tego obrzędu, przynajmniej na razie, kapłani nie byli dopuszczani. Nikt bez zgody najstarszego z klanu rodzinnego nie miał prawa wejść na teren grobowców. Samowola była surowo karana, a kara była jedna – śmierć. Pomimo tylu lat pracy wśród tubylców należało zachować bardzo daleko idącą ostrożność. Na jednej z parafii ks. Marka pracował miejscowy, przeszkolony przez niego katecheta. Wszystko układało się dobrze i nic nie wskazywało, by ktokolwiek ze społeczności plemiennej miał złe zamiary wobec księdza. Któregoś dnia podczas pobytu w wiosce katecheta przyniósł misjonarzowi zaparzoną kawę, o którą ks. Marek bynajmniej nie prosił. Zdziwiony uprzejmością wziął kubek z kawą do ręki i już miał umoczyć usta w płynie, kiedy spojrzał przed siebie, bo człowiek, który podał mu kubek, zniknął. Zaczął go szukać. Ten, skulony za węgłem, czekał na finał wypicia przeze mnie tej kawy – opowiadał ks. Maszkowski. Okazało się, że miejscowy czarownik, bojąc się utraty swoich wpływów w wiosce, kazał niebudzącej podejrzeń osobie podać misjonarzowi zatrutą kawę. Ale Opatrzność Boża chodzi swoimi drogami. Anioł Stróż wypełnił swoje zadanie na piątkę.

Tego niezwykłego misjonarza charakteryzowała wysoka potrzeba życiowych osiągnięć i wytrwałość w podjętych zamierzeniach. W tym roku minęło 28 lat misjonarskiej posługi ks. Marka wśród plemion, które dopiero od czasu przełomu XX i XXI w. zaczęły poznawać Ewangelię. W czasie wakacji 9 sierpnia 2016 r. doszła do nas smutna wiadomość, że zmarł ks. Marek Maszkowski, przeżywszy 57 lat. Spędził 35 lat w Zgromadzeniu Misji i 32 lata pełniąc posługę kapłańską. Został pochowany w Farafanganie (miasto we wschodniej części Madagaskaru). Nie wszyscy mogliśmy udać się na uroczystości pogrzebowe. Z tego względu ks. wizytator Kryspin Banko CM podjął decyzję o odprawieniu Eucharystii w jego intencji w kościele seminaryjnym na Stradomiu. Podczas Mszy św. żałobnej dnia 1 października 2016 r., o godz. 11.00 modliliśmy się wraz z wychowawcami, profesorami i studentami naszego Instytutu, wspominając naszego gorliwego konfratra. Będzie nam go brakować! A najbardziej już brakuje Malgaszom, których ukochał. Zbyt szybko i niespodziewanie odszedł. Nadzieja w tym, że odtąd Będę(będziesz) chodził w obecności Pańskiej w krainie żyjących (Psalm 116).
Niech odpoczywa w Bogu!

Opracował: ks. Tomasz Bałuka CM
Dyrektor Archiwum Polskiej Prowincji Księży Misjonarzy w Krakowie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *