Artykuł ten jest wynikiem całkowicie nieplanowanego spotkania kleryków z ks. Leszkiem, które miało miejsce akurat w tygodniu misyjnym ubiegłego roku. Dzięki jego relacji mogliśmy nieco poznać Kazachstan taki, jakim jest naprawdę, dowiedzieć się pokrótce, czym i jak żyją jego mieszkańcy, otoczeni zewsząd trawiastymi stepami, zimą pokrytymi grubą warstwą śniegu, poznać ich wiarę oraz świąteczne zwyczaje.

Mama w kościele

Wielkim wydarzeniem dla tej misji było poświęcenie nowego kościoła w Petrovce. Jak mówił ks. Leszek: stary kościółek, kościoła nie przypominał, a poprzez swój odstraszający wygląd, spotykająca się w nim niewielka wspólnota postrzegana była niemalże jak sekta. We Mszach Świętych uczestniczą głównie kobiety. Najprawdopodobniej jest to spowodowane tym, że mężczyźni wstydzą się publicznie wyznawać wiarę, lecz istotnym powodem takiego stanu może być również spory odsetek małżeństw mieszanych, czyli takich, w których żona jest katoliczką, mąż natomiast prawosławny. Często zdarza się, że mąż przywiezie żonę do kościoła i czeka na nią w samochodzie przez całą Mszę. Są też i synowie, jedynie przywożący swoje mamy do kościoła, po to by za chwilę znów po nie przyjechać i je z kościoła odebrać. Do środka jednak nie zajrzą. Taka obojętność religijna może być również pewnym pokłosiem komunizmu.

Pomoc ubogim

Oprócz wybudowania nowego kościoła, udało się również przeprowadzić remont kaplicy w Nowokubance, a także zagospodarować rozległy teren wokół niej. Zostało tam posadzone 150 sosen, które utworzyły alejki otaczające kaplicę. Ks. Leszek jest również odpowiedzialny za Caritas w swojej diecezji. Prowadzi akcję Wielkopostnej Puszki. Środki uzyskane z tej akcji umożliwiają pomoc potrzebującym, a także dzieciom. Ponadto, dzięki jego staraniom udało się znaleźć fundusze na ogrodzenie domu dla uzależnionych, w Glubokim, a następnie zakupić 27 wózków inwalidzkich, które wypożyczane są chorym.

Polskie zwyczaje

Polscy misjonarze starają się przeszczepić na kazachski grunt pewne polskie tradycje, choć nie jest to takie łatwe. Jedną z nich jest procesja w Uroczystość Bożego Ciała. Żeby przejść przez jakąś wieś drogą publiczną trzeba starać się o specjalne pozwolenia. Ostatnio udało się taką procesję poprowadzić po raz pierwszy w Gulaj Polu. Z ciekawości uczestniczyły w niej nawet kobiety prawosławne, dzięki którym liczba uczestników zwiększyła się kilkukrotnie. Trzeba jednak wiedzieć, że członków takiej jednej wspólnoty nie liczymy w setkach czy w tysiącach jak w Polsce, ale mowa tu o 10 czy 15 osobach. Mimo niewielkiej liczby uczestników taki nowy zwyczaj może stać się niezwykle ważnym wydarzeniem dla całej wsi. W Kazachstanie nie spotykamy przy drogach krzyży czy kapliczek, które mogłyby mieć jakiś wpływ duchowy na to miejsce, dlatego to może być jedyna okazja do zaznaczenia wiary w sferze publicznej. Ks. Leszek wierzy, że takie wydarzenie może też przyczynić się do zmniejszenia liczby samobójstw, które w tej miejscowości zdarzały się dość często.

Bezrobocie

W innej miejscowości, o nazwie Żolymbiet znajduje się kopalnia złota. Gdy jednak spojrzymy na to, jak żyją tam ludzie, w jakim stanie są budynki czy drogi, to wygląda to jakby tam dopiero co skończyła się wojna. Warunki mieszkaniowe wraz z upływem lat niezbyt się zmieniają. Ludzie na wsiach utrzymują się głównie z rolnictwa, oczywiście nie wszyscy pracują. Bezrobotni muszą wyżyć z tego co wyhodują sobie sami na polach, a ci, którzy znajdą pracę dostają płace wręcz głodowe. W przeliczeniu na złotówki może być to ok. 300 zł miesięcznie. Lepiej wygląda sytuacja w miastach, dlatego też młodzi często wyjeżdżają w poszukiwaniu zatrudnienia.

Kamaz

Prace często utrudniają również warunki atmosferyczne, latem upały, zimą natomiast mrozy i zaspy śnieżne sięgające do 2 m wysokości. Spore wrażenie zrobiło na nas nagranie z przejazdu ks. Leszka drogą, otoczoną z lewej i z prawej strony ścianą śniegu. Gdy pewnego dnia wracał on samochodem przez taki tunel do Szortand, musiał się zatrzymać, gdyż widoczność była zerowa z powodu zawiei. Wtedy z tego tunelu wyłonił się wielki Kamaz, który ledwo zdołał się z nim minąć. Chwilę później, gdy ruszył samochodem, dostrzegł zbliżające się światła jadącego wprost na niego innego samochodu osobowego, którego kierowca totalnie nie był zainteresowany tym, co się dzieje na drodze. Niestety tym razem nie udało się uniknąć lekkiego zderzenia.

Odcięci od świata

Co jakiś czas jednak zrobione są tzw. „mijanki”, żeby można było minąć się z ewentualnym samochodem nadjeżdżającym z przeciwka. Zdarzały się jednak przypadki, gdzie nikt nie zatroszczył się o odśnieżenie takiej drogi i mieszkańcy jednej wioski byli odcięci od świata przez kilka miesięcy. Żeby przeżyć musieli wcześniej sobie zrobić odpowiednie zapasy żywności. Na wiosnę z kolei, gdy temperatura się podniesie, niektóre drogi bywają nieprzejezdne z powodu podtopień. Uciążliwe jest również wszechobecne błoto. Mimo, że wszędzie się jeździ samochodem, to zawsze choć te kilka kroków, do domu trzeba przejść, a to wystarcza, by mieć całe buty utopione w glinie, której nie da się tak łatwo pozbyć.

Młodzieńcze szaleństwa

Starsi mieszkańcy opowiadają, że takie warunki dawały im jednak sporo uciechy w dzieciństwie. Wskakiwali oni na tworzące się na jeziorach lodowe kry, po czym przeskakiwali z jednej na drugą. Dziś – jak mówią – swoim własnym dzieciom nie pozwoliliby na takie szaleństwa.  

Oaza

Ks. Leszek zapytany o to, co było najtrudniejszą rzeczą przez te 5 lat pracy w Kazachstanie, odpowiada: zagospodarowanie sobie wolnego czasu. Co zrobić, żeby nie mieć go za dużo, bo jednak można mieć go wiele. Dlatego też codziennie organizuje jakiś wyjazd na wioski, żeby kogoś odwiedzić, bo inaczej, poza odprawieniem codziennej Mszy Świętej dla jakiejś wspólnoty, może nie być za wiele obowiązków. Na starej placówce miał stały grafik wyjazdów do wiosek, teraz, w Nowokubance, jest trudniej o znalezienie sobie zajęcia. W ostatnim czasie jednak dużo pracy włożył w przygotowanie rekolekcji Oazy Dzieci Bożych. Pomysł takich rekolekcji zrodził się podczas ostatniego pobytu w Polsce, gdy poznał jednego z księży diecezji łomżyńskiej. Zadeklarował się on poprowadzić takie rekolekcje w parafii ks. Leszka. Niestety kilka miesięcy później wycofał się z tego pomysłu, dlatego też ks. Leszek postanowił samemu przygotować całe, dwutygodniowe rekolekcje. Udało się nawet znaleźć przebywającą w Kazachstanie wolontariuszkę z Polski, dobrze znającą rosyjski.

Życzymy!

Mimo, że na ogół efekty pracy duszpasterskiej w Kazachstanie nie są szybko widoczne, ponadto, jakby się mogło wydawać, posługa wśród tak niewielkich wspólnot nie może przynosić wielkiej satysfakcji, to jednak taka praca może dawać radość. Dobrym tego przykładem były chociażby wyżej opisane rekolekcje oazowe, z których ks. Leszek był bardzo zadowolony. I takiej właśnie radości z misyjnej posługi życzymy naszemu misjonarzowi i dziękujemy mu za podzielenie się z nami swoim doświadczeniem misji.

opr. kl. Łukasz Szcządała


Teren, na którym posługuje ks. Leszek wraz z dwoma innymi misjonarzami (ks. Pawłem Kucharskim CM oraz ks. Maciejem Mechem CM), obejmuje trzy większe miejscowości: Szortandy, Nowokubanka i Petrovka oraz kilkanaście innych, mniejszych wiosek. To wszystko stanowi teren jednej parafii, położonej w północnej części tego niemalże dziewięciokrotnie większego od Polski kraju, a której obszar rozciąga się na 120 km ze wschodu na zachód oraz ok. 60 km z północy na południe.

Misja w Kazachstanie