Wywiad: W sercu islamu cz.2

Dalszy ciąg wywiadu z poprzedniego (38.) numeru Wiadomości Misyjnych.

Siostra Anna Pasturczak SM w północnej Afryce przebywa już ćwierć wieku. Wiadomość o jej pobycie w Polsce dotarła do mnie pod koniec września. Zadzwoniłem. Spotkaliśmy się w Domu Prowincjalnym Sióstr Miłosierdzia w Krakowie, przy ul. Warszawskiej.

Wojciech Kaczmarek – Wiadomości Misyjne: Co należy do Siostry zadań w Tunezji?
W dużej mierze, to co robiłam w Algierii. Siostry Miłosierdzia są służebnicami i naszym zadaniem jest być blisko ludzi. Poza tym to są kraje, gdzie nasza praca nie jest wcale konieczna. Oni sobie świetnie radzą. Są na takim poziomie na jakim są, ale nie zwracają się do nas z prośbą, aby im pomóc. I Algieria i Tunezja to kraje, gdzie ludność jest dumna. I mają rację. Posiadają niesamowicie dużo ciepła, solidarności międzyludzkiej. Bardzo cenią rodzinę. Wśród ludzi występuje dużo współczucia dla drugiego człowieka, ale na sposób muzułmański, a nie chrześcijański. Co to oznacza w praktyce? Zdarzyło się, tak, że potrzebowałam materac dla chorego na autyzm. W sklepie rozmawiałam w tej sprawie z właścicielem. Postawił mi jedno pytanie. Czy on (ten chory – przyp. red.) jest muzułmaninem? Odpowiedziałam, że tak. Dał mi najlepszy materac. To jest ogromna solidarność na sposób muzułmański – między muzułmanami.

Czy podobnie, jak to miało miejsce w Algierii, odwiedza Siostra domy muzułmanów?
To jest dodatkowa praca. W Tunezji jest więcej możliwości pracy ze stowarzyszeniami tunezyjskimi i zawsze po ich egidą. Konkretne przykłady – pracowałam w szpitalu na oddziale hepatologii, gdzie prowadziłam terapię zajęciową. Lekarze poprosili o siostrę, bo leczenie jest tak trudne i występuje tak duża umieralność, że depresja pracowników była na porządku dziennym. Zatem wpadli na pomysł, by poprosić o siostrę.
Po czternastu latach tam spędzonych, zawiązało się stowarzyszenie Tunezyjczyków, którzy przejęli moją pracę. Są oni obecni 24 h na dobę przy chorych. Nawet w czasie Ramadanu. Druga siostra prowadzi dom dla ludzi chorych na raka. W szpitalu nie ma miejsc, wiec odsyłają ich do jej domu.
Dom ten wybudowało kolejne tunezyjskie stowarzyszenie. Poprosili o siostrę. Dlaczego? Bo nic nie zginie. Bo jest zupełnie inna atmosfera. Wszyscy to czują. Trzecia siostra pracuje w stowarzyszeniu dla porzuconych dzieci.

Wyglądem zewnętrznym Siostra niczym nie różni się od zwykłej świeckiej kobiety. Nie nosi Siostra habitu. Nie ma welonu. Z czego to wynika?
Cała nasza prowincja Afryki Północnej jest bezhabitowa. Zdecydowałyśmy, że będziemy chodzić po cywilnemu. To była nasza wspólna decyzja. Dlaczego? Suknia Siostry Miłosierdzia jest znakiem. Czasem znakiem Boga, a czasem znakiem sprzeciwu, odrzucenia. Tam w Afryce Północnej jest kompletnie niezrozumiała. Tu nie chodzi o suknie, lecz o welon. Jeśli kobieta ma przykrytą głowę, ci którzy na nią patrzą myślą, że poddaje się pod szariat, co jest kompletnym zaprzeczeniem tego, po co tam jesteśmy. Nasz welon jest niezrozumiały. Był czas, gdy wszelkie stroje religijne były zakazane. Po arabskiej wiośnie. Choć Arabowie nazywają to arabską zimą.

Co zmieniło się na gorsze?
Wszystko. Po prostu kraje arabskie zostały zdestabilizowane. Ich droga do rozwoju, zarówno polityczna, ekonomiczna, socjalna została kompletnie zachwiana. Są kraje , które wyszły obronną ręką i nie są w stanie wojny, tak jak u nas w Tunezji, czy w Algierii, ponieważ ludzie tak się bali, że wróci czas wojny, że się bronili, by nie było żadnej rewolucji. By nie wydarzyło się to, co w Egipcie, gdzie teoretycznie jest pokój, a praktycznie wojna. Nie wspominając o tragicznej sytuacji w pozostałych krajach. Jemen, Libia, Syria, Irak, Liban – te kraje po dziś dzień ogarnięte są wojną. Liga Arabska przed arabską zimą była mocna. W tej chwili praktycznie nie istnieje. Chodziło o to, by zdestabilizować region.

Co Siostra powie o fali imigrantów z Afryki Północnej, którzy w ostatnich miesiącach masowo napływają do Europy?
W Afryce Północnej młodzi ludzie ulegają propagandzie telewizyjnej. Europa przedstawiana jest jako miejsce, gdzie banknoty leżą na ulicach. Sama to widziałam w tunezyjskiej telewizji. Oni to oglądają i myślą, że tam im będzie lepiej. Oni w to wierzą, dopóki nie przyjadą. Ale jest jeszcze inna propaganda. Religijna. Mówi ona, że trzeba jechać do Europy, by szerzyć tam islam.

Wszak 90% imigrantów, to mężczyźni w sile wieku. Przyjeżdżają do Europy, nie ma banknotów na ulicach, dochodzą do głosu radykałowie religijni – mieszanka ta jest niebezpieczna.
Bardzo niebezpieczna. Prawdziwa emigracja ekonomiczna to nigdy nie są kobiety i dzieci. To mężczyźni, którzy jadą pracować, a po czasie ściągają żonę i dzieci. To jest klasyka. Nieliczne kobiety, które docierają do Europy liczą na inny faktor – świadczenia socjalne. Zwłaszcza te będące w ciąży. Natomiast większość ludzi wysyła młodych chłopaków, aby stanęli na wysokości zadania, by stworzyli klimat ekonomiczny. Tak, aby w przyszłości, ściągnąć resztę. Zupełnie inna historia to uchodźcy z Syrii, czy Iraku. Moralnie mamy inny obowiązek wobec jednych i drugich. Mnie zastanawia, dlaczego emigracja syryjska jest dopiero teraz. Wszak wojna trwa tam już cztery lata! Jak to się dzieje, że to jest tak nagle? W Iraku wojna była w lipcu tamtego roku (2014 – przyp. red.). Wtedy też miała miejsce pierwsza ofensywa Daesz (skrótowa nazwa Państwa Islamskiego – przyp. red.). I dopiero teraz od dwóch miesięcy jest problem uchodźców. Skąd to się bierze? I taka masa nagle? To są pytania, na które trudno odpowiedzieć tak od razu. Pytania, które dają dużo do myślenia.

Dają dużo do myślenia… Nie da się ukryć, że Europa umiera. I nie mam tu na myśli jedynie kryzysu demograficznego. Umiera duch Europy, to co buduje jej tożsamość. Dominują nastroje nihilistyczne i ateistyczne. Panuje powszechny relatywizm… I w takim ciężkim dla Starego Kontynentu czasie, napływają muzułmanie. Czy mamy się ich obawiać?
Jak już mówiłam, islam jest religią społeczną, która niesie pewne prawa społeczne. Ci imigranci, którzy od kilku miesięcy są już w Niemczech, mają swoje trybunały, swoich doradców, swoich adwokatów. Mają swoje prawa. Z mojego doświadczenia – wszędzie tam, gdzie muzułmanie są mniejszością, bardzo dobrze funkcjonują w społeczeństwie. Kiedy ich grupy stają się liczniejsze, to zaczyna się odrębność. W momencie, gdy stają się bardzo liczni, to chcą przejąć władzę. Podczas urlopu w Polsce, bardzo dużo siostrom mówiłam – nie bójcie się, lęk nie jest od Boga. Są inni, którzy potrzebują odkrycia Boga. Natomiast nie bądźmy naiwni. Na pewne rzeczy nie wolno nam pozwolić. Bo jeżeli my jesteśmy u nich i nam nie wolno mówić o Bogu, nam nie wolno prowadzić jawnej ewangelizacji, to jeśli oni są u nas, powinni się podporządkować naszym prawom. Wszak to my stanowimy większość.

Sęk w tym, że w naszych prawach coraz mniej Boga, coraz mniej moralności…
To nie to samo. Wiara i moralność. Myślę, że jest coraz mniej wiary.
Natomiast, musimy pamiętać, że cała kultura europejska jest chrześcijańska. Ludzie sobie nie zdają sprawy, że oddychają chrześcijaństwem. Mamy się na czym oprzeć. Nawet w rodzinach, które nazywają się ateistycznymi, można usłyszeć takie określenia – jestem ateistą, dzięki Bogu….
Mentalność tych przybyszów jest zupełnie inna. Ci ludzie nigdy nie dostosują się mentalnie do Europy. To będzie zawsze pewna odrębność. Błogosławiony Karol de Focuald, który żył wśród muzułmanów na przełomie XIX i XX w., napisał kilka listów na temat mentalności muzułmanów. Warto je przeczytać, bo są one bardzo aktualne. On wtedy mówił, że żaden muzułmanin nie może być dobrym Francuzem, bo jego religia nie pozwala mu wejść w mentalność chrześcijańską, na której opiera się cała Europa. Jeżeli muzułmanin nie nawróci się na chrześcijaństwo, to nie może wejść w „bycie” Europejczykiem.

Dlaczego Europejczycy werbują się do armii ISIS?
To jest ogromny policzek dla nas chrześcijan, dla nas Europejczyków.
Ci ludzie nie zetknęli się z głębokimi wartościami w swoim życiu. Ci, których spotkałam, a którzy zwerbowali się do ISIS, to są ludzie którym brakował głębokiej wartości, nie spotkali ludzi, którzy pokazaliby im, że można żyć głęboko, mocno i pokojowo.

Jakie są największe potrzeby misji w Tunezji?
Potrzebujemy żeby było nas więcej – potrzebujemy misjonarzy. Nie potrzeba nam środków. Nam potrzeba ludzi. Misja w tych krajach jest trudna, bo jest całkowicie darmowa. Nie masz żadnych widocznych osiągnięć, żadnych wielkich dzieł, trzeba po prostu wszystko oddać. Nie jest prosta, ale jest piękna.

Jaki jest cel misji wśród muzułmanów?
Zupełnie darmowo dajemy swoje życie dla nich. Często modląc się wspólnie, mówimy, że nasza modlitwa nie jest za nich, ale w ich imieniu. My ich nie nawracamy, to Pan Bóg nawraca. Są przypadki, kiedy nawrócony muzułmanin nie znał wcześniej żadnego chrześcijanina. W życiu misyjnym nie chodzi o to, byśmy zajmowali miejsce Boga. To on nawraca, zmienia ludzi. My jesteśmy czystą obecnością, żeby on mógł działać. To jest Boży plan. Dla każdego.

Siostry życie jest przykładem na to, że Pan Bóg ma plan dla każdego człowieka. Dla muzułmanina, dla chrześcijanina. Dziękuję za rozmowę!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *