Początek posługi w Beninie

Od kiedy kl. Wojtek napisał do mnie prośbę o napisanie artykułu do „Wiadomości Misyjnych”, zastanawiam się cały czas, czym ja, niemający przecież jak na razie żadnego doświadczenia misyjnego, mógłbym się z Wami podzielić. Ale po kilku dniach pomyślałem, że przecież nie chodzi tyle o doświadczenie, ale o to, żeby powiedzieć wszystkim czytelnikom „WM”, że wszystko jest możliwe dla tego, kto wierzy Panu Jezusowi!

Chociaż wyjazd na misje od dawna był moim pragnieniem (i myślę, że nie tylko moim, bo to przecież Pan Jezus jest Tym, który powołuje), to jednak nigdy do końca nie dowierzałem, że jest to możliwe. A tutaj proszę! W maju dowiedziałem się o możliwości wyjazdu, na początku września zacząłem kurs języka francuskiego w Vichy, a od pierwszej połowy marca zacząłem pracę w Biro – naszej misji w Beninie.

Kiedy stanąłem pierwszy raz na afrykańskiej ziemi, wiedziałem, że coś się w życiu zmienia; ale nie wiedziałem, że tak naprawdę, prawie wszystko jest w Afryce różne. Jedzenie, ubrania, kolor skóry, kultura, język, sposób życia… Ale, co cieszy – wiara w Pana Boga jest ta sama! I chociaż różnie ją przeżywamy, to jednak można odczuć prawie namacalnie, jak Chrystus działa w sercach tych ludzi. A zwłaszcza, co szczególnie cieszy, młodzieży i dzieci, których w kaplicach podczas niedzielnej Eucharystii nigdy nie brakuje. Chociaż jesteśmy tutaj na terenie „pierwszej ewangelizacji”; chrześcijaństwo obecne jest dopiero od kilkudziesięciu lat; tym bardziej cieszy, jak dużo Pan Jezus już zrobił, i jak wiele na pewno jeszcze będzie chciał zdziałać; także bez wątpienia w naszej parafii w Biro.

Kiedy ogląda się zdjęcia na facebook’u, często słyszę: ale ty masz fajnie, super miejsce, zazdroszczę, podziwiam… z jednej strony na pewno przyjemnie się tego słucha; z drugiej – nie wszystko jest takie „kolorowe”, jak może to wyglądać na zdjęciach. Dla mnie największymi problemami póki co są język i upał. Kiedy piszę te kilka słów, serwis AccuWeather.com podaje, że w naszym regionie temperatura odczuwalna wynosi 43ºC; i wydaje mi się, że wcale nie jest to najcieplejszy z dotychczasowych dni. Dni, podczas których trzeba próbować dogadać się w jakiś sposób z mieszkańcami, którzy mówią w języku bariba, który jest bardzo piękny, ale do najprostszych chyba nie należy. Po francusku porozumieć się można tak naprawdę z mniejszą częścią mieszkańców; a zważywszy na to, że ja sam czasem mam wrażenie, że w języku Napoleona umiem powiedzieć tylko „dzień dobry” i „dobranoc”, jest to dodatkowy problem.

Ale, ale – kto powiedział, że będzie łatwo, kolorowo i cukierkowo? Sam mam wiele obaw, dotyczących aklimatyzacji, języka, zdrowia…, ale przecież nikt z nas nie marzy o „łatwym” życiu. Chcemy żyć na 100% dla Pana Jezusa i Jego Ewangelii; chcemy dawać szczęście (=Boga) innym, a przez to sami chcemy być szczęśliwi. „Jeżeli chcesz mnie naśladować, to weź swój krzyż, i pójdź za mną”. Pan Jezus powołuje i posyła; ale daje też łaskę, żeby temu powołaniu sprostać. Stąd też, korzystając z okazji, chciałbym podziękować wszystkim Przyjaciołom Misji za każde wsparcie, i każdą modlitwę. Bo gdziekolwiek pracujemy – czy w Krakowie, Afryce, Papui Nowej Gwinei czy Nowym Jorku, to posługa nas – misjonarzy św. Wincentego a Paulo jest tak owocna, jak szczere i gorące są modlitwy ludzi, którzy się za nas modlą. Dzięki, z Panem Bogiem, i do następnego razu! Niech Pan Jezus wszystkim daje dużo wiary, szczęścia i radości!

Ami! (to po bariba „Amen”. A po francusku „Przyjaciel”. Przypadek – nie sądzę)

Ks. Kuba Hiler CM

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *