Sługa Boży br. Władysław Prinz

„Idźcie, gdzie wasze szczytne ideały was zaprowadzą – idźcie i nie wracajcie – chyba, że jako męczennicy”. Te słowa, 3 listopada 1929 r., wypowiedział ks. wizytator Józef Kryska CM żegnając pierwszą grupę misjonarzy wyjeżdżających z polski do Chin. Kilka lat później w ślad za nimi poszedł brat Władysław Prinz.

Władysław Prinz urodził się 26 czerwca 1909 r. w Lipinkach Szlacheckich, na Pomorzu, w ówczesnej diecezji chełmińskiej, jako syn Józefa i Weroniki z domu Wardyń. Jego rodzice wzięli ślub w 1887 r. w Pinczynie. Władysław miał pięciu braci: Franciszka, Jana, Wincentego, Józefa i Pawła oraz sześć sióstr: Franciszkę, Weronikę, Mariannę, Helenę, Leokadię i Agnieszkę. Kilkoro z rodzeństwa zmarło w dzieciństwie. W 1928 r. Władysław wstąpił do Zgromadzenia Księży Misjonarzy i został przyjęty jako kandydat w Domu na Kleparzu w Krakowie. Dnia 2 lutego 1929 r. rozpoczął naukę w Seminarium Internum i złożył śluby 11 lutego 1931 r. Od czerwca 1931 r. do marca 1932 r. posługiwał jako ogrodnik w Domu w Pabianicach. Chcąc wyjechać na misje ad gentes, zgłosił się na misję do Chin, jednakże nie miał pojęcia jak ona będzie wyglądała. Opuścił Polskę wiosną 1932 r. z trzema księżmi i innym bratem, jako trzecia grupa misjonarzy wysłana do Chin.

Chcąc wyjechać na misje ad gentes, zgłosił się na misję do Chin, jednakże nie miał pojęcia jak ona będzie wyglądała.

Dnia 11 czerwca przybył do Szanghaju, a 7 lipca trafił do Wenzhou, części Wikariatu Ningbo, gdzie obecni byli polscy misjonarze. Po przybyciu Władysław był nieco rozczarowany, ponieważ rzeczywistość okazała się inna od wyobrażeń. Było mu bardzo ciężko zacząć pracę. Potrafił jedynie mówić w języku ojczystym i częściowo w języku niemieckim. Z zawodu był ogrodnikiem, ale misja w Wenzhou nie utrzymywała ogrodu, ponadto warzywa i sposób ich uprawiania w Chinach były zupełnie różne od tych w Europie. Pod wpływem tych przeciwności Władysław poczuł się niepotrzebny w zaczął w wątpić w siebie. Na tym etapie swojego pobytu często kwestionował swoją użyteczność na misji i dalszy cel pozostawania w Chinach. Od kiedy stał się człowiekiem modlitwy, zdecydował się pozostać i nauczyć się lokalnego języka, którego opanowanie było dla niego olbrzymim wyzwaniem. Jego konfrater w Wenzhou, ks. Paweł Kurtyka CM napisał o chińskim dialekcie, którym posługują się ludzie w prowincji w Zhejiang: „Język ten jest nieludzki, z innego świata, z dźwiękami, których nigdy nie słyszałem, trudnymi do powtórzenia, niemniej jednak gdy ktoś próbuje je powtórzyć, nikt nie może go zrozumieć. To doprowadza człowieka do skraju rozpaczy.” Ks. Paweł Kurtyka CM następnie pisze, że Władysław wytrwał w nauce i po kilku latach był w stanie komunikować się dobrze po chińsku. Był nawet w stanie rozśmieszać ludzi posługując się tym językiem.

Od kiedy stał się człowiekiem modlitwy, zdecydował się pozostać i nauczyć się lokalnego języka, którego opanowanie było dla niego olbrzymim wyzwaniem.

Pobożność brata Władysława wywoływała dobre wrażenie na ludziach, którzy go znali. Codziennie rano miał w zwyczaju medytować w kaplicy i często był widywany na prywatnej modlitwie przed Najświętszym Sakramentem w wolnych chwilach podczas dnia. Będąc pełnym wiary codziennie spędzał czas na lekturze duchowej oraz co tydzień się spowiadał. Służył wszystkim księżom podczas Mszy Świętej, bez względu na to, kto ją odprawiał. Okazywał wielki szacunek wszystkim kapłanom, zarówno chińskim jak i obcokrajowcom, budząc serdeczność wśród lokalnej ludności. Podczas każdej Mszy św. przyjmował ze czcią Komunię św. i odmawiał po niej dziękczynienie. Jego prywatne wydatki były bardzo skromne, jednakże czuł się nieswojo, ponieważ jego praca nie przynosiła żadnych przychodów dla wspólnoty. Był skłonny ograniczyć swoje materialne potrzeby do tych najbardziej niezbędnych, zatem nie był obciążeniem dla misji. Był cichą, niepozorną i religijną osobą.

korzystał z każdej okazji, aby ze szczególnym poświęceniem posługiwać każdemu choremu.

Sługa Boży Władysław miał obawy związane z przyjazdem do Chin i ewangelizowaniem ludności, ponieważ nie był w stanie tego robić bezpośrednio. Z tego powodu korzystał z każdej okazji, aby ze szczególnym poświęceniem posługiwać każdemu choremu. Wspólnie z Siostrami Miłosierdzia dbał o chorych w miejscowym szpitalu. Gdy brakowało sióstr, miał w zwyczaju zajmować ich miejsce. Nabywał potrzebne lekarstwa, by jak najszybciej przybyć do chorych i spełnić wszelkie niezbędne posługi. Biedni i chorzy traktowali go z wielkim szacunkiem i miłością. W 1936 r. ks. Wacław Szuniewicz CM, misjonarz z Shunde, który był również lekarzem, przybył na trzy tygodnie do Wenzhou, by leczyć choroby oczu. W tym usługiwał mu brat Władysław, pełnił tę funkcję z wielką odpowiedzialnością. Stwierdzono u niego schorzenie oczu, na które otrzymał odpowiednie lekarstwa, jednakże nie uwolniło go to od bólu i dyskomfortu. Z powodu olbrzymiego zapotrzebowania na różańce, br. Władysław zaczął je tworzyć w dużych ilościach z lokalnych nasion. Oprócz tego, zaczął oprawiać książki w bibliotece. Następnie z sukcesem warzył piwo według swojej receptury; stało się popularne, ponieważ gasiło pragnienie w gorące letnie dni. Na potrzeby celebracji Mszy św. nauczył się jak uzyskiwać wino z rodzynek. Dbał o szaty liturgiczne, wiedział jak wypiekać hostie i chleb oraz utrzymywał porządek w Domu i mieszkaniach księży.
Latem 1935 r. brat Władysław zachorował na malarię, dlatego spędził co najmniej miesiąc w szpitalu w Szanghaju aż do wyleczenia. Jednakże nigdy nie był całkowicie zdrowy i potem często miał nawroty choroby. W następnych miesiącach był słaby oraz w złym nastroju, ponieważ nie mógł pracować. Bał się obciążenia finansowego dla misji z powodu jego choroby. Niemniej był świadomy trudnego wyboru, jakim był przyjazd do Chin i znał jego konsekwencje. Pewnego razu podczas wysokiej gorączki powiedział do ks. Pawła Kurtyki CM:

„Moja choroba może być źródłem wielu łask od Pana Boga dla Chińczyków”.

Przełożeni w Wenzhou zdecydowali wysłać go na północ Chin, gdzie panował lepszy klimat, z nadzieją, że po wyzdrowieniu znajdzie pracę dopasowaną do swoich możliwości. Jedną z nich była pomoc ks. Szuniewiczowi jako pielęgniarz. Ludzie z Wenzhou byli smutni, kiedy brat Władysław ich opuszczał. W 1937 r. Władysław podróżował do Shunde w prowincji Hebei, gdzie przybył tam na kilka dni przed wybuchem wojny chińsko-japońskiej. Polscy przełożeni zdecydowali się go wysłać do bpa Fransa Schravena w Zhengding, gdzie brat z Austrii lub Węgier nauczył go sztuki winiarskiej.
Rozpoczęła się wojna, częste alarmy, przemarsze wojsk chińskich tam i z powrotem. Chińczycy jednak misji nie niepokoili. Misje cieszyły się najzupełniejszym spokojem. Do armii rządowej przyłączyła się jednak armia komunistyczna walcząca dotychczas z rządem, teraz ze wspólnym wrogiem – Japończykami. Z północy pobite wojska chińskie musiały opuścić Czentingfu, a wieczorem 8 października, wkroczyli Japończycy. W międzyczasie napadli jednak na misję bandyci lub komuniści, uprowadzili biskupa, 5 księży, 2 braci, a między nimi naszego brata Władysława. Siostry Miłosierdzia widziały jak ich prowadzono wieczorem z zawiązanymi oczyma, z powrozem na szyi, rano rozstrzelano ich z rewolweru, a ciała spalono – brak było bliższych szczegółów. Inna wersja mówiła, że żołnierze mandżurscy, należący do armii japońskiej mimo zakazu swych władz wkroczyli do rezydencji misyjnej i zakuli wszystkich bagnetami. Jakkolwiek by nie było, zginęli pomordowani. O okupie nic nie było słychać, a bandyci zwykle żądają okupu, księżom chińskim dano spokój. Zabójców przez lata kierowała nienawiść do obcokrajowców i do Kościoła. Jakiekolwiek były ostatnie chwile pomordowanych, to pewne, że brat przybył do Chin i bawił tu jedynie z pobudek religijnych, wspomniał o męczeństwie i życzył go sobie, zatem i śmierć przyjął z całą pewnością w tej intencji: ofiarowania życia Bogu za nawrócenie pogan.
Dnia 9 października podczas pobytu w Zhengding Władysław razem z towarzyszami zostali zamordowani przez japońskich żołnierzy. Władysław miał wtedy 28 lat. Nawiązując do zapisków ks. Pawła Kurtyki CM, br. Władysław Prinz przybył do Chin prowadzony za głosem powołania do bycia misjonarzem. Często mówił o męczeństwie i życzył go sobie. Był pewny spotkania się ze śmiercią z intencją ofiarowania swojego życia Bogu, w podzięce za miłość doznaną od ludności chińskiej, której kilka lat ofiarnie posługiwał.

Opracowanie i tłumaczenie tekstu:
ks. Tomasz BAŁUKA CM, sem. Piotr CIAPAŁA, sem. Jakub PIKOR.

W przygotowaniu artykułu wykorzystano materiały archiwalne z Archiwum Polskiej Prowincji Zgromadzenia Księży Misjonarzy w Krakowie. Teczka Personalna Brata Władysława Prinza CM – tekst ks. Pawła Wierzbickiego CM z Międzynarodowej konferencji o masakrze wspólnoty z Zhengding i pomocy humanitarnej podczas wojny, 28-29 października 2014 r., Shijazhuang, Chiny oraz tekst ks. Pawła Kurtyki CM, Śp. Brat Władysław Prinz CM, [w:] „Roczniki Obydwu Zgromadzeń Św. Wincentego a Paulo”, XL (1937), nr 3-4.
W latach 1929-1949 Polska Prowincja wysłała do Chin łącznie 40 misjonarzy.

One Comment on “Sługa Boży br. Władysław Prinz”

  1. Tak, w każdej misji…ważną jest MODLITWA…I POŚWIĘCENIE DLA DRUGIEGO…
    I my czynmy podobnie…

Comments are closed.