Wakacje to w naszym misjonarskim seminarium czas tzw. akcji wakacyjnych. Zaliczamy do nich wyjazdy kleryków na rekolekcje, pielgrzymki, do placówek niosących pomoc ubogim i do parafii, aby nieść wsparcie i Ewangelię wszystkim, których spotykamy.

Już od dawna wiedziałem, gdzie odbędę jedną ze swoich akcji – w Domu świętego Marcina de Porres w ukraińskim Fastowie, leżącym w obwodzie kijowskim, ok. 70 km od stolicy Ukrainy.
O domu świętego Marcina dowiedziałem się, będąc jeszcze w liceum. W ramach współpracy co roku kilku uczniów wyjeżdżało na tydzień na Ukrainę, by zajmować się podopiecznymi Domu. Pojechałem i ja, a było to w drugiej klasie liceum. Po raz kolejny odwiedziłem Fastów rok temu, w czasie swoim pierwszych akcji, po zakończeniu formacji w Seminarium Internum.

Ponura rzeczywistość sowiecka

Ale po kolei… Czym jest Fastów? Gdy wjeżdżamy do 50-tysięcznego miasta, widzimy swoistą mieszankę wiejskich chat, małomiasteczkowych domów i bloków z wielkiej płyty. Dziurawe ulice, handlowe budki, opustoszały po pomniku Lenina postument w miejskim parku. Jest to miasto bardzo specyficzne, o niskim poziomie moralności i religijności. Czynnikiem, który spowodował jego degradację był zwyczaj, który korzeniami tkwi w rzeczywistości sowieckiej. Z metropolii – w tym wypadku z Kijowa – wysiedlano alkoholików i narkomanów, kryminalistów i recydywistów, by nie zakłócali porządku stolicy. Jeszcze przed rokiem 2000 na terenie Fastowa swobodnie działały grupy przestępcze. Jest to zatem teren niezwykle wymagający, ale też dający wiele możliwości. Na tym tle, tuż obok miejskiego targowiska, mieści się terytorium z innego świata – teren parafii Podwyższenia Krzyża Świętego. Elegancko wyremontowany na zewnątrz i wewnątrz neogotycki kościół, uporządkowany teren zielony, dom św. Marcina de Porres oraz najskromniejszy obiekt – budynek duszpastersko-klasztorny.

Bóg kocha wszystkich, którzy kochają ubogich

Dom świętego Marcina to placówka niosąca pomoc dzieciom ulicy. Została założona w 2006 roku przez dominikanina – ojca Miszę (Michała), przy jedynym katolickim kościele w Fastowie. Dom opiekuje się około trzydzieściorgiem dzieci, pochodzących z ubogich, często wielodzietnych rodzin, które nie radzą sobie z opieką nad nimi. Dzieci otrzymują tu ciepły posiłek, ubrania, obrabiają lekcje i bawią się. Ważnym zadaniem jest angażowanie dzieci w obowiązki domowe: sprzątanie czy pomoc przy posiłkach. Dom prowadzi również kuchnię dla ubogich. W pracę angażują się wolontariusze przyjeżdżający tu na kilka miesięcy, a czasem nawet na cały rok.

Na czym polegała moja praca w Domu św. Marcina? Przede wszystkim na organizowaniu czasu dzieciom, które do niego przychodziły. Były to najczęściej zabawy rozwijające zdolności umysłowe, plastyczne i ruchowe dzieci. Ponadto codziennie trzeba było przygotować obiad dla kilkudziesięciu osób (oczywiście nie robiłem tego sam), co zajmowało czasem całe przedpołudnie.
Dodatkowym zajęciem była pomoc w remoncie budynku należącego do parafii, który również miał być przeznaczony do pracy z dziećmi.

Modlitwa – lekarstwem na zmęczenie

Nie chciałbym, żeby ten artykuł był jedynie opisem samego miejsca czy osób. Pragnę poruszyć jeden, bardzo ważny aspekt wolontariatu, szczególnie prowadzonego w duchu miłości chrześcijańskiej.
Czasem dopada człowieka zmęczenie, zniechęcenie, nasuwają się pytania o sens i owocność pracy, którą się wykonuje. Dla mnie jedynym skutecznym lekarstwem była i jest modlitwa i jej przykład, który dawali mi ludzie związani z domem świętego Marcina.
Święty Wincenty a Paulo mówił: Modlitwa jest lekiem odnawiającym i wzmacniającym siły do postępowania drogami Boga. Codzienna adoracja, a zwłaszcza Liturgia Godzin odprawiana wraz z ojcami dominikanami i Eucharystia były niejako odnowieniem sił do pracy, która czekała nas kolejnego dnia. By lepiej to wyrazić, użyję słów św. Wincentego:

Komunia Święta jest najlepszym lekarstwem na nasze słabości i umocnieniem w trudnościach. Bardzo ważna jest modlitwa, ale o wiele ważniejsze jest zjednoczenie z Bogiem w Komunii Świętej.

Przypomina mi się pewna historia, którą opowiedział mi o. Misza. Do domu świętego Marcina przyjechał wolontariusz, który był ateistą. Zdecydowanie odmawiał udziału w jakichkolwiek nabożeństwach, czy praktykach religijnych. Po około dwóch tygodniach pracy kupił pierwszą butelkę wódki…
Kiedy pytał o. Miszę, jak on i inni wolontariusze są w stanie poświęcać się innym przez miesiące, a często i lata, to otrzymał odpowiedź, że mają do tego siły właśnie dzięki modlitwie. Nie chcę tutaj wyciągać zbyt pochopnych czy zbyt daleko idących wniosków, ale mnie osobiście ta historia tylko utwierdziła w przekonaniu, że pomoc ubogim może być owocna i radosna tylko, jeśli jest połączona z modlitwą.
Niezawodny św. Wincenty:

Wszystkie swoje zajęcia należy uświęcać kierowanie ich ku Bogu. Możemy być wówczas pewni, że wszystko będzie nam dodane.

Autor: kl. Łukasz Kaszuba

Więcej w 37. numerze Wiadomości Misyjnych. Można go otrzymać w parafiach Misjonarskich i kołach misyjnych.
Można go także zamówić w Sekretariacie Misyjnym i zostanie wysłany na wskazany przez Państwa adres.
Zamówienia składać za pośrednictwem poczty elektronicznej pisząc na adres: sekretariatmisyjny@misjonarze.pl

Moje misje: Na zielonej Ukrainie