Arcybiskup Port Moresby, obecnie kardynał, Sir John Ribat MSC, w liście z 16 kwietnia 2013 roku napisał do naszego przełożonego generalnego Gregory Gaya: „ Mamy nadzieję, że Misjonarze mogą przysłać nam rektora, który będzie w stanie zostać tu na co najmniej 5 lub 6 lat, co zagwarantuje nam potrzebną ciągłość w formacji”. Niczym na biblijnego Macieja – los padł na mnie.

Co u mnie?

W styczniu 2014 roku zostałem mianowany rektorem Międzydiecezjalnego Seminarium Duchownego w Bomanie, niedaleko od stolicy Papui Nowej Gwinei – Port Moresby. Mija już szósty rok mojej posługi w seminarium, druga kadencja dobiega końca. Spodziewam się jednak, że zostanę tu jeszcze przez jakiś czas (rada nadzorcza seminarium już wspomniała o trzeciej kadencji, a ja się nie sprzeciwiłem).   

Kiedy tu przyjechałem, częściej robiłem zapiski na temat mojej pracy, bo w czeluściach mojego komputera znalazłem sprawozdania z 2014, 2015 i 2016 roku. Teraz znowu, zachęcony przez redaktorów „Wiadomości Misyjnych”, spróbuję podzielić się z Wami moim doświadczeniem pracy w papuaskim seminarium w dwóch ostatnich latach.

Kiedy ktoś mnie pyta: „How are you?”, odpowiadam zwykle: „Still alive!”  (Ciągle żyję!). I – wierzcie mi – moja odpowiedź nie jest wcale zdawkową formułą. Większość moich konfratrów pracujących w Holy Spirit Seminary otarła się o przemoc fizyczną, niekiedy ich życie wisiało na włosku. Mnie – jak na razie – takie atrakcje ominęły, może dlatego, że nieraz pokazuję braciom moc mojego „prawego sierpowego” i twardych kości (ci, którzy mnie znają, wiedzą, że to naturalnie żart). A tak poważnie mówiąc, staram się żyć ze wszystkimi klerykami w zgodzie, a pokojowo rozwiązywać nawet trudne sprawy, których na co dzień nie brakuje.

Sama obecność kapłana dyscyplinuje i wpływa na jakość zachowania mieszkańców.

Seminaryjna kadra

Od 2014 roku wiele udało się zmienić na lepsze w naszym papuaskim seminarium. Była to trudna droga, pisałem już o niej w ubiegłych latach. Teraz chciałbym się skupić na tym, co zdarzyło się u nas z nastaniem roku 2017.

Przede wszystkim w seminarium pojawili się nowi księża wychowawcy i powiał nowy duch formacji. W lutym zawitał do nas Polak, ks. Marcin Wróbel CM. Ksiądz Marcin został mianowany wicerektorem oraz profesorem Pisma Świętego w pobliskim Katolickim Instytucie Teologicznym, pełni także funkcję asystenta proboszcza w parafii Imienia Jezus, na terenie której znajduje się nasze seminarium. Cóż więcej powiedzieć o księdzu Marcinie? Wypada chyba tylko odnieść do niego samego jego częste powiedzenie: „Wspaniały człowiek”. W osobie ks. Marcina zyskałem ofiarnego współpracownika, cudownego konfratra i oddanego przyjaciela. Oprócz codziennej pracy, modlitwy, obecności pośród kleryków znajdujemy czas na inspirujące „polskie rozmowy” i wspólną modlitwę. Czy to właśnie z tych spotkań bierze się mój nieustający optymizm i radość życia?

Każdy z nas, czterech kapłanów pracujących w seminarium, mieszka w osobnym domu na terenie placówki. Trzech księży rezyduje wraz z klerykami, a ja zajmuję tzw. „staff house”, w którym zatrzymują się również nasi goście. Takie było zalecenie kardynała Tagle z Manili, który wizytował seminarium kilka lat temu, by w każdym kleryckim dormitorium mieszkał jeden ksiądz. Sama obecność kapłana dyscyplinuje i wpływa na jakość zachowania mieszkańców (papież Franciszek także zamieszkał w domu Św. Marty w Watykanie). Ksiądz Marcin mieszka z około trzydziestoma klerykami studiującymi teologię. I choć byłoby grzechem narzekać na ich zachowanie, to jednak w sierpniu ubiegłego roku o północy doszło do niebezpiecznego incydentu – ks. Marcin został zaatakowany przez jednego z najspokojniejszych kleryków… Z ulgą mogę dziś powiedzieć: „still alive”.

Drugim moim współpracownikiem jest ks. Piotr Silong pochodzący z diecezji Kimbe. Ksiądz Piotr jak mało kto zna mentalność tutejszych kleryków – jest zresztą jedynym lokalnym wychowawcą. Jako absolwent studiów teologii moralnej w Manili pełni funkcję dyrektora pastoralnego, czyli jest odpowiedzialny głównie za organizację duszpasterskiej aktywności kleryków. Krótko mówiąc, wysyła ich do praktycznej pracy, a potem ją ocenia. Jest także wykładowcą teologii moralnej w Instytucie. Pod względem moralnym Piotr może być prawdziwym wzorem dla miejscowych księży.

Trzecim członkiem zespołu wychowawców seminaryjnych jest ojciec duchowny Fr. Marceliano Oabel CM. Mars, bo tak go w skrócie nazywamy, to bez dyskusji najlepiej przygotowany do formacji człowiek w seminarium. Ze swoich dwudziestu paru lat kapłaństwa siedemnaście lat przepracował jako wychowawca seminaryjny. Już po pierwszych spotkaniach z nim i zaledwie kilku dniach spędzonych wśród kleryków nabraliśmy pewności, że mamy do czynienia z prawdziwym fachowcem. W ciągu kilku miesięcy pracy Mars wniósł wiele dobra do życia i wychowania w seminarium. To człowiek wielkiego ducha, gruntownie przygotowany, o niesamowitych zdolnościach organizacyjnych.

Codzienne zadania

No a co robi w tej drużynie rektor, czyli ja? Hmm… coś by się tam jeszcze znalazło. Może wymienię tylko kilka z moich funkcji. Na co dzień jestem administratorem, księgowym, kadrowym, kasjerem, lekarzem pierwszego kontaktu, pielęgniarzem, zaopatrzeniowcem, elektrykiem i kierowcą. A tak poważnie, to głównym zadaniem rektora jest bycie na co dzień z klerykami, pomaganie im w rozwiązywaniu różnych problemów (choćby komputerowych), sprawowanie codziennej Eucharystii, wygłaszanie homilii, wspólna modlitwa, uczenie liturgii, praca i rozrywka, wyjazdy integracyjne. Oprócz pracy w seminarium pomagam też (razem z moimi braćmi) w pobliskiej parafii, która ma aż jedenaście filii. Niemal w każdą niedzielę jedziemy do którejś z okolicznych miejscowości odprawiać Mszę św., a czasami zajmuje to naprawdę dużo czasu. Tu nawet autostradą jedzie się powoli, ze względu na jakość nawierzchni, np. na Brown River nie przekracza się 25 km/h. Co jeszcze? W ubiegłym roku zostałem wykładowcą homiletyki w Instytucie Teologicznym. Najbardziej jednak absorbuje mnie czasowo praca biurowa i administracyjna. Muszę przygotować masę różnorodnych sprawozdań z pracy seminarium: dla Zarządu, dla Senatu, dla Watykanu, dla urzędu skarbowego. Do moich zadań należy też przygotowywanie, nadzorowanie i rozliczanie tzw. projektów związanych z pozyskiwanie środków finansowych na remonty oraz wymianę wyposażenia, a także wyjazdy na konferencje i rekolekcje dla księży.

Podsumowanie minionego roku

Pisałem już kiedyś o typowym dniu w seminarium. Tym razem chcę skoncentrować się na najważniejszych wydarzeniach ubiegłego roku.

Nowy rok 2018 powitaliśmy wraz z ks. Marcinem i grupą młodzieży z parafii. Tu mała dygresja. W Papui od połowy listopada do połowy lutego trwają wakacje. W seminarium nie ma wówczas kleryków i w związku z tym jest to najniebezpieczniejszy okres w roku, bo pobliscy złodzieje, zwani „raskalami” (albo „rzezimieszkami” – jak nazywał ich w swoich książkach śp. ks. Zygi Kruczek, wieloletni polski misjonarz michaelita), tylko czekają na okazję. Od dwóch lat naszymi ochroniarzami są młodzi ludzie z parafii. Grupa około dziesięciu chłopców chroni nas, księży, i mienie seminarium tak skutecznie, że – jak dotąd – nic nie zginęło, nikt też nie został pobity.

Na początku lutego wróciło po wakacjach 45 kleryków. Po zakwaterowaniu w jednoosobowych pokojach odprawili rekolekcje prowadzone przez proboszcza z jednej z parafii Port Moresby, a potem rozpoczęli rok akademicki (wykłady zgrupowane są w dziesięciotygodniowe trymestry). Tydzień później sypaliśmy już głowy popiołem.

Wielki Post wypełniony codziennymi zajęciami i odprawianiem cotygodniowych nabożeństw drogi krzyżowej, minął szybko. Raptem kilka dni po wspólnym z innymi domami zakonnymi celebrowaniu Wielkiego Tygodnia i Triduum Męki Pańskiej oraz Wielkanocy gościliśmy w seminarium niezwykłego człowieka – sekretarza stanu Stolicy Apostolskiej, kardynała Pietro Parolina. Jego wizyta w naszym seminarium nie była wpisana w oficjalny program, lecz miała charakter tzw. wizyty prywatnej. Wspominam szczególnie miło jedno wydarzenie. Po oficjalnym powitaniu w kościele seminaryjnym ksiądz kardynał skierował do wszystkich zebranych księży i kleryków (diecezjalnych i zakonnych) swoje krótkie przesłanie o świętości kapłaństwa. Nuncjusz Apostolski przynaglał go, by niezwłocznie wyjeżdżać na zaplanowaną kolację z biskupami. Na to kardynał Parolin odparł: „Ale ja wcześniej chcę porozmawiać z klerykami przed kościołem”. „A… biskupi…?” – zapytał nuncjusz. „Biskupi mogą poczekać…” – padła szybka odpowiedź. Spotkanie z klerykami przedłużyło się, bo nasz dostojny gość każdemu klerykowi chciał nie tylko podać rękę, ale i zamienić z nim parę słów. A było ich ponad stu, w dodatku zgromadzili się też księża i świeccy. Nuncjusz w końcu skapitulował. Gdy wyjeżdżali od nas, byli już solidnie spóźnieni… Z księdzem kardynałem spotkaliśmy się jeszcze wielokrotnie w czasie jego wizyty w Papui Nowej Gwinei. Cóż za skromny, pokorny watykański szef dyplomacji!

Lubię wspólne wyjazdy z klerykami. W 2018 roku udało nam się odbyć kilka wycieczek, w dodatku nowiutkim 26-osobowym busem, zakupionym dzięki dotacji z Missio i Kirche in Not. Byliśmy na przykład na sesji parlamentu, na święceniach kapłańskich w sąsiedniej diecezji Bereina, na wspólnotowych piknikach w parku i na plaży, na obchodach święta patrona kościoła i naszego fundatora w parafii św. Wincentego a Paulo w Canosia w diecezji Bereina, a na zakończenie roku wraz z klerykami ostatniego roku zwiedzaliśmy atrakcje turystyczne okolic Port Moresby.

Oprócz kardynała Parolina gościliśmy też dwukrotnie innego dostojnika watykańskiego, nuncjusza apostolskiego. Ksiądz Nuncjusz przybył do nas z okazji święta patronalnego seminarium, czyli Zesłania Ducha Świętego, z prezentacją o świętości kapłaństwa. Odwiedził nas także bardzo „rozrywany” pierwszy kardynał Papui Nowej Gwinei, czyli mój „umiłowany pracodawca”, abp John Ribat. Prócz tego zapraszaliśmy także wielu wybitnych specjalistów z różnych dziedzin życia, którzy wygłaszali nauki dla naszych kleryków.

Pod koniec roku akademickiego, czyli w październiku, codziennie modliliśmy się na różańcu wraz z parafianami, nasi klerycy głosili też maryjne rozważania. Taka modlitwa w drodze pozwala nam także poznać warunki życia miejscowej ludności, szczególnie w najbiedniejszych miejscach, czyli tzw. setelmentach.

Po ostatnich egzaminach, jak każe tradycja, odbył się uroczysty obiad dziękczynny, podczas którego wyróżniliśmy tych kleryków, którzy ukończyli formację. Dla nich były przemówienia, dyplomy, pamiątkowe zdjęcia, a całą uroczystość uświetniła obecność niełatwo osiągalnego gościa – kardynała Johna Ribata. On to poświęcił także nowy krzyż przed wejściem do kościoła, wykonany z drewna przez miejscowego artystę. Krzyż ten stanowił zwieńczenie innych prac renowacyjnych, które udało nam się przeprowadzić w ubiegłym roku. Mianowicie odnowiliśmy betonowe mury oporowe, ścieżki na terenie seminarium oraz instalację systemu nagłośnienia w kościele. Udało nam się zakupić instrumenty muzyczne, zamienić całe oświetlenie ze świetlówek na ledowe, wybudować scenę na zewnątrz oraz nabyć nowy autobus. A ostatnio pochłaniał nas generalny remont drogi wewnątrz kampusu. Wszystko to było możliwe dzięki dotacjom finansowym, które napływają do nas z Europy. Jesteśmy bardzo wdzięczni wszystkim ofiarodawcom.

Po zakończeniu roku akademickiego 2018 znów przyszedł czas przerwy bożonarodzeniowej i klerycy opuścili seminarium, a na ich miejsce przybyli nasi ochroniarze – młodzież z parafii. Nazwałem ich „klerykami wakacyjnymi” (summer seminarians), bo oprócz pilnowania naszego obejścia doskonale przygotowywali niedzielne liturgie w kościele seminaryjnym. Bo muszę dodać, że po raz pierwszy postanowiliśmy w okresie wakacji sprawować niedzielną Mszę św. dla wiernych z okolicy. I… kościół za każdym razem był pełny, jak podczas roku akademickiego.

Nowe pomysły

W połowie stycznia 2019 roku mieliśmy jeszcze jedną atrakcję w seminarium. Mianowicie kiedyś nuncjusz apostolski, usatysfakcjonowany tym, jak udało nam się przez ostatnie lata odnowić bazę materialną seminarium, wspomniał, że teraz nadszedł czas na odnowę „bazy osobowej”. I tak narodził się pomysł, by w czasie przerwy bożonarodzeniowej, kiedy pokoje seminarium stoją puste, organizować rekolekcje w ramach formacji ciągłej dla młodych księży z całego kraju. No i znów się udało! Kirche in Not przyznało fundusze na bilety lotnicze (bo tutaj generalnie nie da się inaczej dotrzeć do stolicy) dla uczestników, którzy zostali zgłoszeni przez miejscowych biskupów. Gościliśmy 56 młodych księży (do 5 lat po święceniach). W ramach rekolekcji mogli wysłuchać ciekawych wykładów, m.in. znanej z tutejszych mediów pani psycholog, mieli okazję spotkać się z sekretarzem i przewodniczącym Konferencji Episkopatu, Nuncjuszem Apostolskim, a na zakończenie rekolekcji z kardynałem Johnem. Rekolekcje okazały się tak owocne, że już zaczęliśmy przygotowywać podobne spotkanie dla nieco starszych księży – do 12 roku kapłaństwa – zaplanowane na styczeń 2020 roku.

W ten sposób moja historia po raz kolejny zatoczyła koło. Rozpoczęliśmy nowy rok formacji z 44 klerykami, których przywieźliśmy z pobliskiego lotniska, po raz kolejny odbyły się u nas rekolekcje, bardzo ciekawe, zapraszające do refleksyjnego podejścia do życia, a prowadzone przez ojca duchownego ks. Marsa.

Wiele można by jeszcze napisać o codziennym życiu naszej międzynarodowej misji w Papui Nowej Gwinei, ale zostawmy to na następny raz. Chcę bardzo serdecznie podziękować wszystkim, którzy modlą się za nas – księży pracujących na końcu świata (z perspektywy Europejczyków oczywiście). Bóg zapłać! Pamiętajcie o nas i naszych nowogwinejskich klerykach. Może to właśnie dzięki Waszym modlitwom zrodzą się nowe papuańskie powołania, a my znów za rok napiszemy Wam: „Still alive!”.

ks. Jacek Tendej CM


ks. Jacek Tendej CM
Od 2013 r. jest rektorem seminarium w Papui Nowej Gwinei. Wcześniej przez prawie 13 lat był dyrektorem Liceum Ogólnokształcącego w Piekarach.

Still alive…